Delhi

24 listopad 2009 - autor: quefear

      Na razie chciałbym napisać same złe rzeczy, dlatego powstrzymam się do jutra, może wydarzy się coś, co odmieni mój stosunek do tego miasta.

lotniskowe przygody – ciag dalszy

22 listopad 2009 - autor: quefear

      Wszystko tym razem poszło gładko. Wylądowaliśmy w Delhi o czasie – wreszcie mam łaczność z internetem. Stąd też wysyp zaległych wpisów. Mały suplement do wpisu o biurokracji. Po przejściu przez security check, podana została wiadomość: “Pasengers flying to Delhi must identify luggage. Luggage unidentify will not be taken on board”. Spieraliśmy się co to może oznaczać. Agnieszka mówiła, ze chodzi o stempel na bagażu podręcznym. Ja wysnułem bardziej skomplikowaną teorię, kiedy ją wypowiadałem Agnieszka patrzyła na mnie jak na wariata, który jak zwykle panikuje na zapas. Niestety okazało się, ze miałem rację. Po wyjściu z budynku lotniska nalezało wskazać swój bagaż główny (nadany wcześniej sprawdzony i ostemplowany), który panowie przez dziure w ścianie po check inie wyrzucili na zewnątrz. Wtedy  miły pan z obsługi stawiał bazgroła na naklejce i na karcie pokładowej, z którymi spokojnie można było się udać do samolotu. Ciekawy jestem co jeszcze potrafią wymysleć.

Varanasi – dzień drugi

22 listopad 2009 - autor: quefear

        Marzeniem każdego bogobojnego Hindusa jest zostać spalonym w Varanasi, aby prochy zostały rozsypane w Gangesie. Kończy to podobno raz na zawsze cykl reinkarnacji. Niestety nie wszystkich stać na odpowiednią ilość drewna. Dodatkowo kobiety w ciąży oraz małe dzieci nie kwalifikują się do palenia i są wrzucane do rzeki w całości.

        Wbrew wcześniejszym obawom, pływając po rzece tylko raz natknelismy sie na ludzkie zwłoki. Naszczęście były owiniete w worek i nawet kształtem zwłok nie przypominały. Gdyby nie usłuzny komentarz naszego wioslarza, możnaby pomysleć, ze to śmieci albo coś innego.

Świete miasto wieczorem

22 listopad 2009 - autor: quefear

Świete miasto za dnia

22 listopad 2009 - autor: quefear

15.10 do Varanasi

22 listopad 2009 - autor: quefear

        Nastąpił moment kryzysu. Już nie umiem być miły dla ludzi, którzy na każdym kroku chcą mnie obrąbać:( Najpierw samolot spóźniony trzy godziny – grzebanie w obu bagażach, konfiskata zapalniczek. Dzwoniłem z Khajuraho do hotelu w Varansi, że lot mamy opóźniony, że z najnowszych informacji wynika, że będziemy 15.10. Podałem numer lotu, żeby panowie mogli sobie sprawdzić, kiedy wreszcie wyląduje. Na lotnisku oczywiście nikogo nie było. Kolejny telefon – Yes Sir I was tere at 15.10  but you were not tere, you tell me 15.10. Now i dont go. Take a pre paid taxi (kolejny mistrzowski wynalazek pieczątkarski). W pre paid taxi poinformowali mnie, że pod Hotel nie mogą podjeżdżać samochody, ze mogą podjechać kilometr dalej, a potem mogę wziąć rikszę.

       Wsiedlismy do taksówki a tu jakiś kolejny gostek podsuwa mi pod nos jakiś świstek na którym jest napisane 25 rupii, pytamy kierowcę o co chodzi a ten obraca nasz „voucher” na taksówkę, a z tyłu napisane, ze pasażer ponosi wszystkie dodatkowe koszty w tym parking. Po  drodze kierowca się zatrzymał i przejął nas nowy kierowca, który wysadził nas In the Middle of nowhere (Chodziło oczywiście o to, żeby znajomy riksiarz zarobił, a żeby zarobił więcej wysadził nas dużo wcześniej niż powinien). Byliśmy już tak wkurzeni, ze postanowiliśmy iść na piechotę (nie wiedzieliśmy jeszcze, ze wcale nie jesteśmy kilometr od celu). Pytając nielicznych policjantów posuwaliśmy się do przodu. Jednak trwało to długo, było ciemno i jak tylko udało nam się znaleźć charakterystyczny punkt ( a łatwo nie było, bo ulica była jednym wielkim bazarem) dogadaliśmy się, że ktoś z hotelu nas odbierze.

              Na miejscu okazało się, że pod ten hotel nie da się podjechać nawet rikszą, może więc dobrze, ze żadnej nie braliśmy. I kiedy już nam humory się poprawiły, restauracja na dachu hotelu, z widokiem na Ganges, dobre jedzenie i świeży sok z papai robią swoje. Przelała się czara goryczy. Nie dostaliśmy zamówionej coli, mimo dwukrotnego przypominania – która jednak znalazła się na rachunku. I zrezygnowani poszliśmy do pokoju. Uświadomiliśmy sobie, ze zapomnieliśmy zabrać ze stolika butelkę wody, która kupiliśmy na noc. Wracam i mowie, że zostawiliśmy wodę. Pan spokojnie podał mi ją z lodówki mówiąc: „forget – 20 rupiees”. Przestaje zostawiać napiwki!

Pieczątkarze

22 listopad 2009 - autor: quefear

                 Kto narzeka na poziom biurokracji i sformalizowania w Polsce powinien przyjechać do Indii.  Po przylocie trzeba odstać w kolejce do kontroli sanitarnej, która przyjmuje deklaracje, ze się nie jest chorym, jakim samolocie i na którym miejscu się siedziało. W nagrodę pieczątka na karcie wjazdowej, która sprawdza następny funkcjonariusz państwowy razem z paszportem i wizą. W hotelu trzeba wypełnić olbrzymią księgę meldunkową z informacjami skąd o której i jak się dotarło oraz kiedy dokąd i jak się wyjeżdża + numery paszportu, wizy imiona rodziców i temu podobne. Aby dostać się na lot krajowy, trzeba najpierw przy wejściu pokazać bilet, który jest wnikliwie studiowany, przez nieznającego prawdopodobnie angielskiego strażnika z kałachem. Następnie bagaż który ma być nadany jest wnikliwie prześwietlany, jeśli prześwietlenie nie wypadnie pomyślnie, należy bagaż otworzyć i odpowiadać na pytania, czy to jest mydło? czy są w środku baterie? Cała procedura kończy się spisanie protokołu w specjalnej książce protokołami, obwiązania bagażu specjalna taśmą, naklejeniem na nim naklejki, oraz pieczątką na bilecie. Potem normalna w zasadzie odprawa i można już przechodzić przez bramki, gdzie tak samo traktowany jest bagaż podręczny, tym razem jednak pieczątkę otrzymuje się na specjalnej zawieszce, przyczepionej do plecaka czy torby gumką.

                Kiedy wreszcie samolot jest gotowy do załadunku, trzeba pokazać wszystkie bilety i pieczątki żeby zostać przepuszczonym przez drzwi lotniska oraz jeszcze raz przed schodami samolotu. Chyba że jest się bolywoodzką gwiazdą – wtedy przylatuje się prywatnym odrzutowcem i przemyka się z ochroną raz dwa trzy, a cała obsługa lotniska porzuca swoje arcyważne obowiązki i patrzy…

                Nasz samolot był trzy godziny spóźniony – oficjalna wersja „wzmożony ruch na trasach lotniczych” – pilot mówił coś z kolei o zepsutych drzwiach, ale dziwnym trafem gwiazda wystartowała z Khajuraho przed nami i w Varanasi był już jej samolot gdy lądowaliśmy.

Kamasurtra w Kharujaho

22 listopad 2009 - autor: quefear

     Niby wszyscy ostrzegali, że Hindusi są namolni, ale zawsze dzieliliśmy te opowieści przez pół, w końcu arabowie też podobno są namolni. No niestety są Biały powinien tylko i wyłącznie jeździć, najlepiej od sklepu do restauracji z przerwą na masaż. Jeśli w końcu uprzesz się, ze idziesz pieszo, nie wolno odpowiadać na pytania dokąd. Co i tak nie uwolni Cie od niechcianego przewodnika. Właściwie najłatwiejszą metodą jest pozwolić takiemu przewodnikowi – albo niestety dwóm iść z tobą, bo przynajmniej następni już dają ci spokój. Nie daj się zwieść pozorom życzliwości od Nikogo – zawsze kończy się to upomnieniem o kasę albo chęcią zrobienia interesu.

Indie – prolog

22 listopad 2009 - autor: quefear

    Braki w dostępie do internetu nadrabiam po przyjeździe do Delhi:

       Najsłabszym punktem w planie podróży do Indii była przesiadka w Varanasi na samolot do Kharujaho. Mieliśmy tylko jedna godzinę na odebranie bagażu i zmianę linii lotniczych. Wymyślaliśmy już kilka planów awaryjnych, gdyby miało się to nie udać. Ale jak zawsze kłopoty pojawiają się nie tam, gdzie człowiek jest na nie przygotowany. Dzień przed wyjazdem – W niedzielę dryndnął telefon – SMS: „Due to the Finnair pilots’ strike your flight 16 November 2009 is cancelled. We apologie for the inconvenience the situation causes to you. Kind regards. Finnair Customer Care.” + namiary na stronę internetową, która niestety poza powyższym stwierdzeniem nie zawierała żadnych dodatkowych informacji. Zaczęliśmy nerwowo dzwonić na wszystkie możliwe związane z tą linią lotniczą numery telefonów, polskie zagraniczne i fińskie. Jedyne co udało nam się usłyszeć, to, ze w związku ze strajkiem linie telefoniczne są przeciążone i ze zapraszają na stronę internetową:(

    Lotnisko! Przecież tam musi być jakieś biuro! Udało się, zostaliśmy przepisani do Britisha – jedyna niedogodność to taka, że polecieliśmy zamiast o 13 to 7.40 i musieliśmy w Delhi spędzić 9 godzin na lotniku, a jak się okazało na miejscu, przejechać z międzynarodowego na krajowe. W Varanasi odbyło się bez kłopotów. Nasz lot z Delhi Przyleciał punktualnie, za to ten do Khajuraho trochę się spóźnił.

Klamka zapadła

14 wrzesień 2009 - autor: quefear

Bilety kupione. Wylatujemy 16 listopada!

Jeszcze tylko sporo przygotowań miedzy innymi dokładne przygotowanie trasy  – bilety na przeloty wewnetrzne i można śmiagać!