Indonezja

11 Październik 2010

    Od tygodnia znów jestesmy w drodze. Tym razem wyjatkowo długo jak na nasze możliwości – 3 tygodnie i 4 dni. Tym razem wyjątkowo licznie – 6 osób. Przejechaliśmy z Jakarty, przez Yogjakarte na wschodnie wybrzeże rze Javy i właśnie przebiliśmy się na Bali. Niestey internet działa jak… właśćiwie prawie wcale nie działa. zdjęcią będą więć dopiero jak złapiemy coś lepszego. O ile laptop nie padnie do końca w międzyczasie (Poprzedni laptop padł trzy dni przed wyjazdem, a nowy wytrzymał 4 dni zanim połowa ekranu nie stała się permanentnie biała). Przed nami Flores, KOmodo a potem nurkowanie na Gili.

W pozostałych rolach wystapili

9 Czerwiec 2010

   I to już  właściwie koniec.

Historie miłosne

4 Czerwiec 2010

       Na początek uprzedzam: dzisiejszy odcinek jest przeznaczony dla osób dorosłych;) Nosacze żyją w stadach, jeden samiec i kilkanaście- dwadzieścia kilka samic, które wychowują jego młode. Samce które nie mają takiej siły przebicia, żeby zostać szefem haremu, lub są jeszcze za młode, tworzą stada złożone z samych samców. W związku z tym głowa rodziny ma permanentną erekcję – 24h na dobę. Musi ciągle udowadniać, że jest w stanie „zająć się” wszystkimi swoimi żonami. Byliśmy więc świadkami co najmniej dwóch zbliżeń.

Pohukiwania, marszczenie nosa i …..hmmm pocieranie krocza, są dla męża znakiem gotowości.

I powtórka z rozrywki

    Prawdziwie wstrząsająca scena rozegrała się jednak na naszych oczach później tego samego dnia w Sepiloku. Zaczęło się niewinnie od wspólnego posiłku,

potem były igraszki i chyba iskanie, ale samiec wyraźnie starał się przewrócić samicę na brzuch.

Wtedy nagle pojawił się ON,

po wielkości, myślę, że to przywódca tutejszego stada, w każdym razie, wyglądał niezwykle poważnie, ignorował ludzi zupełnie, chociaż przeszedł tuz koło nas, wpatrywał się tylko w to, co dzieje się na platformie. Tam z kolei małpy udawały, że nic się nie stało, i ze w ogóle się nie znają. A potem samiec po prostu Uciekł. Myślałem, że będzie jakaś awantura, albo krzyki, tymczasem Pan i władca podszedł spokojnie i sprawdzał czy do czegoś doszło. Samica wyraźnie chciał mu pokazać, że nic się nie stało i zachęcała go do zbliżenia, ale on tylko sprawdzał cześć swojej żony (?).

       Makaki zrobiły to tak szybko, ze nawet nie zdążyłem zrobić zdjęcia.

Labuk Bay

4 Czerwiec 2010

        O ile orangutany można spotkać oprócz Borneo również na Sumatrze, o tyle Proboscis Monkeys (po polsku to chyba nosacze?) nie spotkacie nigdzie indziej. Można je spotkać w Labuk Bay, specjalnie utworzonym „sanktuarium”. Nosacze mieszkają w lesie mangrowym, który na Borneo jest bezlitośnie karczowany, pod coraz to nowe plantacje palm, z których wytwarza się olej. Naprawdę warto odwiedzić to miejsce, ponieważ jest dużo bardziej dzikie niż Sepilok, teren jest znacznie większy, a małpy niesamowite.

Sepilok

2 Czerwiec 2010

          Dopiero tutaj w Malezji kiedy zobaczyłem ich nazwę pisaną z przerwą i zobaczyłem też, że miejscowe plemiona mówią o sobie Orang Asli. Zrozumiałem, że nazwa Orang Utan pochodzi właśnie stąd. Właściewie jesli się wie, że mieszkają tylko na Borneo i sumatrze, nie powinno to dziwić – ja wcześniej nie wiedziałem. W Sepiloku znajduje sie centrum rehabilitacji, tych interesujących zwierząt (?).

Mnie udało się uratować aparat, chociaż podobno poprzedniego dnia małpy zabrały trzy, ale jeden koleś musiał pożegnać się z butem.

Makaki, też chcą być w centrum zainteresowania, a tempo w jakim obieraja i jedzą banany zawstydziłoby nawet uczestników zawodów w szybkim jedzeniu.

-”mówiłem Ci już, gitary nie dostaniesz!”

Aż 96% genów Orangutana, jest takich samych jak człowieka.

5 stopni od równika

31 Maj 2010

      Inne wyspy, nie są może tak spektakularne jak Sipadan, ale…. :)

      Mabul jest malutką wysepką i oprócz kilku hoteli jest tu też wioska.

    Wyjaśniło się też, czym jest tajemnicza konstrukcja, szpecąca okolicę. Ktoś wpadł na „genialny” pomysł, żeby starą platformę wiertniczą przerobić na hotel.

     Jutro z samego rana wyruszamy na ostatni niestety etap naszej podróży, a potem znów samolot i smutna powodziowa rzeczywistość ojczyzny.

Sipadan dzień drugi

28 Maj 2010

     Niestety tym razem wrażenie nie było już ta miażdżące, ot kolejne nurkowania z żółwiami i rekinami :)

      I na koniec nasz bezwstydny sąsiad z pobliskiej palmy:

Sipadan

27 Maj 2010

      Na początku pierwszego nurkowania pomyslałem, ze to miejsce, jak wiele innych na swiecie, jest mocno przereklamowane. Mocno zniszczona, taka sobie rafa. A potem… potem jak na złość aparat postanowił odmówić współpracy. A wtedy właśnie się zaczęło, ogromne ryby, Napoleony, Rekiny (no dobra rekinki), i przede wszystkim żółwie. Widzieliśmy tez sporą ławicę barakud, które jak na komendę skręcały, tworzyły tornado, dzieliły się i znów łączyły. Na wyciągnięcie ręki była też olbrzymia ławica 1,5 metrowych papugoryb z naroślą na głowie – zęby miały jak konie (nie znam niestety ich nazwy). I to wszystko zostanie niestety tylko w naszej pamięci. Na szczęście w przerwie udało się aparat naprawić i na kolejnych nurkach mogłem już spokojnie zająć się żółwiami. Po raz pierwszy też widziałem śpiące żółwie – chyba trafiliśmy na pore ich drzemki.

    

        Włąśnie sprawdziłem rozkład jazdy; jutro znów płyniemy na Sipadan!!!

Kierunek Borneo

27 Maj 2010

Po krótkiej i wybiórczej wizycie w tak zwanym mainlandzie, przyszła pora na Borneo. Naszym głównym celem jest malutka wyspa – Mabul, czyli baza wypadowa do nurkowania. Przede wszystkim mam nadzieje na nurkowanie na Sipadanie, to jednak może sie nie udać – na Sipadan jest wpuszczanych jedynie 120 osób dziennie, licząć nurków, snorklerów i obsługę. Wszystkie centra nurkowe w okolicy starają się, aby ich goście chociaż jeden dzień spędzili na Sipadanie, ale różnie to bywa.

Podróż zajeła na 2 dni z haczykiem. Pierwszego dnia autobus do Kuala Lumpur, drugiego dnia raniutko samolot do Sandokan, tam mieliśmy 4 godziny przestoju i kolejny lot do Tawau, z tamtad jeszcze godzinka samochodem do Semporny. W Sempornie udało się nam zjeść świeże kraby za jakieś śmieszne pieniądze – pycha! Trzeciego dnia rano małą motorówką przypływamy wreszcie na Mabul. Zrobiliśmy jeszce testowy nurek nic wartego odnotowania. Wygląda na to że nastepnego dnia bedziemy nurkować na Sipadanie:)))

Inne atrakcje

26 Maj 2010

     Oprócz Rafflesii, plantacji herbaty i insektów w programie wycieczki znalazło się strzelanie z autochtońskiej dmuchawki do celu (to mogłoby być nawet interesujace, gdyby nie technika polegającan na wkladaniu dość głeboko do buzi ustnika, oczywiście dmuchawka była jedna – ciekawość tym razem przegrała) i plantacja truskawek (truskawki rosną pod folią poukładane na półeczkach, pierwszy raz widziałem, żeby nie trzeba było się schylać, żeby zerwać truskawkę). Truskawki są zresztą głównym tematem pamiątek-badziewiaków: od magnesów, przez torby i parasole, aż do poduszek. Jeszcze tylko, krótka wieczorna wizyta na targu i jesteśmy gotowi do drugiej części podróży.

Truskawkowe szaleństwo

Suszone ryby i krewetki we wszelkich rozmiarach

Durian – owoc kultowy w tej części świata. Dzięki charakterystycznemu zapachowi już z daleka wiadomo, że durian gdzieś tu jest. Szanujące się instytucje wywieszają plakietki z napisem „no durian!” A w smaku przypomina skrzyzowanie pora z kiszoną kapustą (albo akurat ten, który jedlismy był zepsuty).


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.